Dom Sztuki

Kurtyna idzie w górę w roku 1984. Na dobry początek wyświetlono przedpremierowo „Lata dwudzieste, lata trzydzieste”. I jak Grażyna Szapołowska szturmem podbiła tym filmem publiczność, tak samo swoją publiczność podbił Dom Sztuki. Konkurencji nie miał zresztą żadnej. To tu spora część dorastającej w schyłkowym socjalizmie młodzieży przeżywała swój pierwszy kontakt z filmem na dużym ekranie i tu poznawała nie tylko klasyczne przeboje („Niekończąca się historia”, „Gwiezdne Wojny”) ale i dzieła ambitne – prężnie działał DKF (Dyskusyjny Klub Filmowy), a jego karnety drukowane na bloku technicznym miały ogromne wzięcie. Kinomanom nie przeszkadzała nawet bardzo oryginalna konstrukcja widowni. Otóż w jednym z tylnych rzędów wyrastał szeroki słup podtrzymujący dach. Za słupem stał fotel. Kto dostał to miejsce, chcąc nie chcąc, aby coś widzieć, musiał nieco się poprzytulać do sąsiada. Lub sąsiadki. W Domu Sztuki ruszył również teatr o bardzo aktualnej wówczas nazwie „Za Daleki”.
Pierwszą rocznicę jego działalności, w maju 1985, uświetni wielki świat. Naprawdę wielki, należałoby rozwinąć czerwony dywan. Od roku telewizja wyświetla brazylijski serial „Niewolnica Isaura” i tytułowa niewolnica dorobiła się już milionów fanów gotowych ją wyzwolić. Grająca Isaurę Lucelia Santos i występujący w roli okrutnego Leoncia Rubens de Falco, przyjeżdżają do Polski, witani tak, że Marlon Brando mógłby pozazdrościć. W „Domu Sztuki” przy Wiolinowej zaplanowano spotkanie z dziennikarzami. Kłopot w tym, że o konferencji napisała jedna z gazet, więc na Ursynów przyjechało kilka tysięcy rozentuzjazmowanych miłośników telenoweli. Sytuację opanować musiała milicja. Nie było to łatwe.
Mimo nadejścia nowych czasów i wolnego rynku – także w kulturze – Dom Sztuki w kapitalizmie jakoś się odnalazł. Nie było oczywiście łatwo, co potwierdzają wspomnienia współautora strony z końca roku 1994:
„W mroźne listopadowe przedpołudnie uczniowie trzeciej klasy liceum im. Narcyzy Żmichowskiej przy ulicy Klonowej, udali się do Domu Sztuki na Wiolinowej. Było to jedno z licznych spotkań z X Muzą, tym razem wyjątkowo ambitne – „Lawa” w reżyserii Tadeusza Konwickiego. Ten trudny film miał być ilustracją dla jednej ze szkolnych lektur. Obcowanie ze sztuką wysoką wymagało w tych czasach szczególnych poświęceń. Kinowa sala z niewygodnymi krzesłami i szerokim filarem po środku, uraczyła widzów dodatkowo przenikającym zimnem w związku z awarią lub celowym wyłączeniem centralnego ogrzewania. Na niewiele zdała się prelekcja Andrzeja Bukowieckiego, który dwoił się i troił, by rozpalić w sercach ogień miłości do polskiego kina, do literatury. Na nic zdał się monolog Konrada.
Nasz naród jak lawa,
z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa…
Koszmarne zimno w sali projekcyjnej zdawało się równać tylko temu na zewnątrz. Zamarzające synapsy i grzęznące w nich bez ujścia najbardziej lotne myśli młodych widzów, to niepowetowana strata dla współczesnego dyskursu literacko-filmowego. Walka o każdy stopień Celsjusza pod kurtką i czapką, wzięły górę nad wybitnym dziełem Konwickiego. Tym razem było to kino mrożące krew w żyłach. Po projekcji zmarznięci i wyczerpani uczniowie wyszli na Aleję KEN, chcąc udać się w kierunku jakiegokolwiek przybytku gastronomicznego. A że Aleja istniała tylko na mapie, w rzeczywistości zastali świeżo odsłonięte, zamarznięte klepisko po budowie metra. Szerokie na sto metrów, długie po horyzont. Jedyna propozycja jaka padła ze strony znających teren to Cafe Metro przy Bacewiczówny. Wyczerpujący marsz zakończył się jednak fiaskiem – Cafe Metro było zamknięte, a inne lokale nikomu nie przyszły do głowy, powodując zwątpienie przyjezdnych, a przygnębienie i wstyd miejscowych.
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi,
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
Nie ma tego złego. Już rok później pod zmrożoną ziemią ruszyło metro, niedługo potem otwarto pierwszy odcinek Alei KEN, wreszcie ruszyły inwestycje mieszkaniowo-usługowe. Dziś, po szesnastu latach od pamiętnej wizyty, okolica zmieniła się nie do poznania. Cud!”
Cud niestety nie uratował samego Domu Sztuki. Po ponad ćwierćwieczu krzewienia kultury projektor ostatecznie zostaje wyłączony, a scena Teatru Za Dalekiego znika za kurtyną. Właściciel budynku – SMB Jary – w czerwcu 2010 podejmuje decyzję o zburzeniu pawilonu. Na jego miejscu powstanie nowy, elegancki dom – ale już bez Sztuki. Kurtyna.

Etykietowanie:

Artykuł w GW na temat DS

Jak widać mieszkańcy są sami sobie winni - 4% bierze udział w Walnym Zgromadzeniu. A potem jest płacz i zgrzytanie zębów. Ludzie, bierzcie udział w walnych zgromadzeniach waszych spółdzielni. To od Was zależy m.in. działalność spółdzielni. To Wy powinniście rozliczać zarząd czy rady nadzorcze, w końcu utrzymywani są oni z Waszych pieniędzy.

http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8061664,Spoldzielnia_na_Ursyn...

Panie Macku. Wstyd i sromota.

Dom Sztuki nigdy nie był pralnią!!! Ani przez sekundę nie był pralnią od projektu do realizacji budynku. Od początku projektu miał pełnić role lokalnego ośrodka kultury i sztuki. DKF i sala kinowa nie są zorganizowane w byłym magazynie pralni! Kto Panu takie głupoty wcisnął. Wstyd. Proszę przeprosić bywalców wspaniałego portalu. Program społeczny Ursynowa Północnego powstawał we współpracy z ludźmi z IFIS-u, socjologami, demografami w większości ludźmi późniejszej opozycji.

Serdeczne pozdrowienia
Włodzimierz Witaszewski

Odszczekuję niniejszym

Odszczekuję i przepraszam wszystkich - kto jak kto, ale Pan Włodzimierz Witaszewski, współprojektant Ursynowa, jest tu najlepszym źródłem. Niniejszym dementujemy więc powtarzaną przez lata (nawet w poważnych mediach) legendę, jakoby Dom Sztuki miał być pralnią. No - chyba, że stanie się nią teraz, w nowym apartamentowcu Sp-ni Jary.